Takie poranki w środku wielkiego miasta to rzadkość. Niedzielne pustki na ulicach i miasto zatopione w tajemniczej mgle, przy której trudno dostrzec kolor świateł po drugiej stronie pasów. Pozostaje więc wskoczyć z aparatem na rower i dać porwać się wyobraźni. A takie tego efekty.
Park Kasprowicza zatopiony we mgle. Miejsce naszego wieczornego joggingu i jedno z ładniejszych miejsc na mapie Poznania.
Jezioro Rusałka i jeszcze widoczny drugi brzeg.
Najsłynniejsze drzewo w mieście, wizytówka Poznania.
Najlepszy powód do biegania o poranku.
Latający most na jeziorze Rusałka.


Poranne morsowanie w jeziorze Strzeszyńskim.
Jezioro Strzeszyńskie.
Z widokiem na jezioro Strzeszyńskie.
O autorze
Z zawodu programista. Po pracy biegam, piszę, czytam. Lubię wyzwania, zimne miejsca i aktywne spędzanie czasu!
Podobne wpisy
Hardangerfjord był pierwszym fiordem do którego dotarliśmy i którego objechaliśmy z wielką przyjemnością. Rowerzyści lądujący w Bergen nie mogą go przegapić. To drugi najdłuższy fiord Norwegii, dookoła którego ciągną się...
czytaj dalej »
Budżetowe podróżowanie to nie zawsze spanie pod namiotem czy mycie się i jedzenie w ciężkich warunkach. Choć też nie ukrywam, że bardzo lubimy opuszczać naszą strefę komfortu i poddawać się...
czytaj dalej »
Marsalforn – zaraz po Xlendi, najpiękniejsza wioska rybacka na Gozo. (więcej…)
czytaj dalej »