Bezkresne połacie płaskowyżu Hardangervidda

Bezkresne połacie płaskowyżu Hardangervidda

Lubimy odludne i nieturystyczne miejsca, więc planując wyprawę po Norwegii postanowiliśmy przebić się przez największy płaskowyż w Europie, Hardangervidda. Zanim jednak wyruszycie w podróż…

Ciężka przeprawa do Vøringfossen

Większość turystów zaczyna podróż od strony Hardangerfjordu, gdzie następnie znajduje się najsławniejszy wodospad Norwegii, Vøringsfossen. Tam też często kończą podróż, pędząc do kolejnych punktów wyznaczonych przez przewodniki Lonely Planet.

My również zaczynamy od strony fiordu, lecz w odróżnieniu od reszty – wyruszamy późnym wieczorem. Zaraz za Eidfjordem kończy się cywilizacja, a zaczyna dzicz. Żeby objechać wijący się na 5 kilometrów tunel, musimy wejść na górską ścieżkę rowerową. Kompletna pustka oraz otaczający nas półmrok potęgują strach. Bez ulicznych latarni, nasze rowerowe lampki ledwo oświetlają drogę. A od płynącej w dole rzeki dzieli nas tylko przepaść. Pchając ciężkie rowery w takich warunkach, do Maurset docieramy dopiero o 3 w nocy.

Kolejnego dnia budzimy się w południe i jedziemy do Voringfossen. Podjeżdżamy na taras przy Fossli Hotel, skąd ponoć jest najlepszy widok. Panorama jest rzeczywiście świetna. Widać nie tylko 182 metrowy Voringfossen, ale też jego sąsiada z naprzeciwka – nieco mniejszy wodospad Tyssvikjo. Oba stykają się w rzece Boreiro, gdzie ogrom wody rozbijającej się o skały wytwarza mgłę.

Norwegia: Vøringfossen

Przygotowania do wyprawy

Planujemy przejechać płaskowyż w jeden dzień. Hardangervidda to mroźny, tundrowy klimat. Ten ziąb, jak i brak jakiejkolwiek cywilizacji nie sprzyja rozbijaniu kempingu, więc koniecznie chcemy dotrzeć do Flåm. Łącznie z trasą Rallarvegen mamy do zrobienia 130 kilometrów. W dodatku wykres nachylenia terenu pokazuje nam, że 30 km będzie pod górę. By mieć szansę na pokonanie tego odcinka, o 6 rano wyjeżdżamy z kempingu. I nie jest nam ani trochę ciężko, bo godzina 6 rano to najpiękniejsza pora na rower.

  • Płaskowyż Hardangervidda
  • Płaskowyż Hardangervidda

W sercu norweskiej dziczy

Cisza, rześkie powietrze i piękne światło. Pustka w bezludnej Norwegii. Brak jakiejkolwiek żywej duszy. Rozglądamy się więc dookoła i wypatrujemy chociaż reniferów na horyzoncie. Ponoć na Hardangervidda są ich całe stada. Szkoda, że nie mamy czasu by zapuścić się w głąb płaskowyżu i ich poszukać.

  • Płaskowyż Hardangervidda - punkt widokowy
  • Płaskowyż Hardangervidda

Jedziemy w całkowitej ciszy, a im dalej jesteśmy, tym mniej śladów cywilizacji obserwujemy. Przed nami długa prosta, a po bokach zero wzniesień. Czujemy się jak w Arizonie i bardzo podoba nam się ta aura. Odpoczynek na bezludziu to świetna rekompensata za stresy życia w wielkim mieście. Otaczają nas jedynie tundrowe szorstkie trawy, mchy i porosty, w dali płaskowyżu przykryte cienką warstwą lodu. Cudownie wygląda ta płaskość, poprzecinana niewielkimi falistymi wzniesieniami.

  • Hotel na płaskowyżu Hardangervidda
  • Hotel na płaskowyżu Hardangervidda

Płaskowyż Hardangervidda - sklep z pamiątkamiPrzydrożny sklepik z lokalnym asortymentem i osiedle kopców pod najem.

Płaskowyż pokonany

Kiedy w końcu stajemy na szczycie Hardangervidda, przed nami rozciąga się ostry, zawijasty zjazd w dół. Na głowy zakładamy czapkę, kaptur i ledwo mieszczący się kask. Ubieramy ciepłe rękawiczki i zaciągamy skarpety. Puszczamy hamulce i oddajemy się szybkiej jeździe. W jednej chwili nasze rozgrzane od wysiłku ciała przemarzają do kości. Ręce zamarzają mi do tego stopnia, że nie mogę wciskać hamulców. W ten największy ziąb zjeżdżamy akurat z najwyższego wzniesienia. Jakieś 10 kilometrów szaleństwa po zakrętach. Aaaa… Jak ja to kocham! Wiatr potęguje zmrożenie rąk, więc jak najszybciej chcemy znaleźć się na dole. A kiedy już tam jesteśmy, zaczyna się najlepsze – wymarzona trasa rowerowa Rallarvegen, przy której Elberadweg się chowa!

  • Płaskowyż Hardangervidda
  • Zielone okolice Vøringfossen

Płaskowyż HardangerviddaSløddfjorden, nasze ostatnie jezioro przed wjazdem w Rallarvegen.

O autorze

Lubię uciekać daleko w świat, nie mówiąc o tym nikomu, wracać z tysiącem zdjęć i głową pełną wspomnień. Na ogół możecie znaleźć mnie w górach, które cenię najbardziej.