Berlin – szlakiem turystycznych atrakcji

Berlin – szlakiem turystycznych atrakcji

Jeśli znudziły Ci się spacery po rodzinnym mieście i parkach w okolicy, zaplanuj wycieczkę do innego miasta. Często nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak tanie może być zwiedzanie i poznanie nowego otoczenia. My, by kolejnego weekendu nie spędzać w Poznaniu, ponownie wybraliśmy się do Berlina.

Cel: turystyczne atrakcje Berlina

Nasza trasa zaczęła się od stacji ZOB. Ruszyliśmy przed siebie długą ulicą Kantstraße, minęliśmy nasze ulubione zoo w Berlinie, którego słoniowe wejście znowu nas kusiło i wreszcie weszliśmy na teren parku Tiergarten. Jest to bardzo przyjazne i ciche miejsce, gdzie spotkaliśmy wielu biegaczy oraz rowerzystów. Po Łazienkach Królewskich w Warszawie nowym standardem stało się poszukiwanie i ganianie wiewiórek, których tu niestety brakowało – i to w zasadzie jedyny minus tego miejsca! :)

W połowie parku znajduje się Kolumna Zwycięstwa. Robi ona ogromne wrażenie, stojąc na środku wielkiego ronda. Szczególnie monumentalna jest statua Nike o wysokości 8,3 metrów. Za opłatą (bodajże 3€) można wejść na platformę widokową kolumny i podziwiać panoramę Berlina, a szczególnie parku Tiergarten.

Berlin, Kolumna Zwycięstwa

Kolejnym celem na naszej trasie było jedno z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w Berlinie, niemalże już ikona miasta, element każdej pocztówki z Niemiec – Brama Brandenburska! Właściwie to nie wiem co o niej napisać, ponieważ nie zrobiła na nas żadnego wrażenia.

Berlin, Brama Brandenburska

Ciekawie natomiast wyglądał pomnik upamiętniający zagładę Żydów. Składają się na niego 2711 betonowych bloków, spośród których najwyższe mierzą aż 4,7 metrów wysokości. Przyglądając się z boku, bloki wyglądają zwyczajnie i nie przykuwają uwagi. Warto jednak wejść w labirynt betonowych steli, by odczuć majestat tego miejsca (i przy okazji z łatwością się zgubić).

Berlin, Pomnik Pomordowanych Żydów Europy

Niedaleko pomnika, znajduje się budynek Reichstagu – siedziby niemieckiego parlamentu. Jest to potężny budynek, a największe wrażenie robi kopuła i dach nad wejściem, podparty ogromnymi kolumnami. Kopułę można zwiedzić, dokonując wcześniejszej rezerwacji, gdyż na miejscu może się okazać, że nie ma miejsc lub trzeba czekać w kilkugodzinnej kolejce.

Tego dnia udało nam się zwiedzić także Wyspę Muzeów, na której znajduje się jeden z najważniejszych kompleksów muzealnych świata. Zobaczyliśmy m. in. Muzeum im. Bodego i Starą Galerię Narodową. Nie zwiedziliśmy eksponatów żadnego z muzeów, lecz weszliśmy do Starej Galerii Narodowej i zobaczyliśmy piękne wejście, czerwony dywan rozłożony na schodach i wielkie rzeźby bogów. Być może kiedyś będzie chęć i okazja, by zobaczyć wnętrza kilku muzeów, których w Berlinie jest mnóstwo.

Starą Galerię Narodową otacza mały, zadbany ogród i plac otoczony kolumnadą dorycką. Warto przejść tą uroczą ścieżką do końca, gdyż wielkie filary robią świetne wrażenie. Można także popatrzeć stąd na rzekę Sprewę otaczającą wyspę. Jest to popularne miejsce na sesje ślubne.

Idąc kawałek dalej, natknęliśmy się na Katedrę w Berlinie, jednak jej styl późnego włoskiego renesansu niezbyt przypadł mi do gustu. Być może lepiej wygląda nocą, kiedy oświetlenie odwraca uwagę od jej dość mrocznych, ciemnych kolorów.

Berlin, Berliner Dom - Katedra w Berlinie

Spod katedry udaliśmy się na Alexanderplatz, gdzie zobaczyliśmy m. in. górującą, od razu rzucającą się w oczy wieżę telewizyjną Fernsehturm. Wieża mierzy aż 368 metrów wysokości i co ciekawe, w jej kuli znajduje się obrotowa restauracja, a niżej także taras widokowy, z którego rozpościera się piękna panorama Berlina. Mimo wysokiej ceny (12 euro), podobno warto znaleźć się na szczycie Fernsehturm.

Berlin, wieża telewizyjna Fernsehturm

Na sam koniec zostawiliśmy obejrzenie muru berlińskiego, który niegdyś dzielił Berlin na dwie części. Obecnie jest on pokryty graffiti, które cieszą się dużym zainteresowaniem. Przy murze spacerują tłumy turystów, czekających na swoją kolej do zrobienia zdjęcia. Szybko przeszliśmy wzdłuż muru i weszliśmy na most znajdujący się nad rzeką Sprewą. Widok był ładny, ale z pewnością byłby lepszy gdyby nie znajdujące się w jego tle brzydkie, ogromne budynki.

Zapomniałam wspomnieć jeszcze o głównej ulicy Berlina – Unter den Linden, którą szliśmy tego dnia. Nigdy nie widziałam skupiska tylu okazałych budynków. W dodatku niemalże na każdym z nich umieszczone zostały rzeźby przeróżnych postaci.

Berlin – miasto, którego nie chcemy więcej zwiedzać

Podsumowując nasz sobotni wyjazd, miło było pospacerować po innym mieście. Muszę jednak stwierdzić, że Berlin nie zrobił na mnie dużego wrażenia. Jeśli miałabym wybrać dwie rzeczy, które kocham w Berlinie, to zdecydowanie wskazałabym Berlin Zoo oraz znajdujące się przy nim Aquarium Berlin. Dodałabym jeszcze parki i może most znajdujący się za murem berlińskim, z widokiem na rzekę (choć mam lekkie opory przez brzydkie wieżowce otaczające okolicę!). Zdecydowanie zniechęcają mnie turyści, przeciskający się by zrobić setne z kolei zdjęcie Bramy Brandenburskiej, przebrani za misie i inne postacie ludzie wyciągający kilka euro za zrobienie z nimi zdjęcia, plączący się pod nogami menele, potęgujący śmierdzący, brudny klimat miasta.

Dlatego właśnie szanuję naturę, uwielbiam parki narodowe, ukryte, tajemnicze zakątki skryte gdzieś w lesie, w górach, w bezkresnej przyrodzie, bo tylko tam można tak naprawdę odetchnąć od życia codziennego i całkowicie się wyciszyć. I choć pewnie jeszcze wrócimy do Berlina, na pewno szerokim łukiem pominiemy centrum miasta.

Berlin, rzeka Sprewa

Berlin, park Tiergarten

Berlin, park Tiergarten

Berlin, Pomnik Pomordowanych Żydów Europy

Berlin, Stara Galeria Narodowa

Berlin, kolumny wokół Starej Galerii Narodowej

Berlin, Stara Galeria Narodowa

Berlin, Stare Muzeum

Berlin, wieża telewizyjna Fernsehturm

Berlin, Yaam

Berlin, pozostałości po murze Berlińskim

Berlin, pozostałości po murze Berlińskim

Berlin, pozostałości po murze Berlińskim

Berlin, pozostałości po murze Berlińskim

Berlin, most Oberbaumbrücke

O autorze

Lubię uciekać daleko w świat, nie mówiąc o tym nikomu, wracać z tysiącem zdjęć i głową pełną wspomnień. Na ogół możecie znaleźć mnie w górach, które cenię najbardziej.

  • Szo Gun

    Też byliśmy w Berlinie, w zeszłym roku. Odczucia mieliśmy podobne. Miasto jest przytłaczająco ponure, smętne, betonowe, masywne budynki są szare i sprawiają posępne wręcz straszne wrażenie. Wydaje się jakby nad miastem cały czas unosił się duch wszelkich przerażających i niemiłych wydarzeń sprzed lat. Zresztą nie ma tam zbyt wielu atrakcji, ciekawych miejsc. A te najbardziej znane… po prostu nie zachwycają. Nie mniej jednak warto do Berlina się przejechać i samemu wyrobić sobie opinię :) Pozdrawiam!

    • beztroskiewczasy

      Dzięki za komentarz. No i przynajmniej mamy potwierdzenie, że to normalne odczucie w Berlinie – baliśmy się, że to z nami coś nie tak :) Pozdrawiam!

  • Uff, czyli nie jestem sama. Mam takie same odczucia po wizycie w Berlinie.

  • Przemysław

    Ja jestem przeciwnego zdania – jak dwa lata temu byłem w Kostrzyniu nad Odrą i jeździłem do Berlina na wycieczki, to za trzecim razem złapałem się na mysli, że… czuję się jak w domu!

    A rok później pojechałem do Szczecina, by znowu pojechać do Berlina.

    Po pierwsze:

    Niesamowita organizacja. W kilkukrotnie mniejszym Krakowie jazda komkunikacją miejską jest udręką, a wszędzie sa korki. W Berlinie dotychczas korków widziałem tylko kilka, generalnie ruch jest zaskakująco spokojny. Za to komunikacja miejska jak z marzeń – wszystko jeździ co do minuty nie rzadziej niż co 20 minut, a zwykle częściej. Za niecałe 7E (bilet dzienny) jeździmy wszystkim, z wyjątkiem pociągów IC/ICE.

    Po drugie:

    Muzea. To jest oczywiście kwestia “co kto lubi”, ale ja byłem pod wielkim wrażeniem i w “Naturkunde Musem” (muz. Przyrodnicze) i Techniki i Pergamońskiego. Muzea “wojenne” są w dodatku za darmo!

    Po trzecie:

    Urozmaicenie kultur. Wsiadamy do S-bahnu, na końcu wagonu mamy dziesięć siedzeń i taki skład towarzystwa: trzech “środkowych Europejczyków”, dwóch Turków, trzy muzułmańskie kobiety w chustach, do tego “południowo wschodni Azjata”. I to nie sa turyści ani studenci – w tym mieście żyją ludzie prawie ze wszystkich krajów, jakie są na świecie! I to robi ciekawą, kolorową atmosferę.

    Ludzie przeważnie przyjaźni, nie było żadnych problemów.

    Po czwarte:

    Zieleń. Oporócz Tiergardenu w centrum i Grunewaldu na zachodzie, jest masa parków. A jeśli nawet nie jesteśmy w parku, to i tak nie ma miejsc typu “tylko ściany i beton”. Na szertokich ulicach zawsze się znajdzie przynajmniej trawnik z kępą krzaków, a częściej szpaler drzew.

    Właściwie, to Berlin ma dla tylko jedną wadę – jest płaski i jest bardzo niewiele miejsc, by popatrzeć z góry. Chyba, że ktoś ma na wydaniu 12E za wieżę telewizyjną i czas na stanie w kolejce. Ale jeśli ktoś ma aparat z teleobiektywem, to niezłe, choć dalekie widoki są w Victoriaparku.

    A co do “zniechęcających turystów” – poza Bramą Brandenburską nie jest ich tak dużo.

    Pozdrawiam.